|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Jeszcze
Kocham
Z blogosfery
|
poniedziałek, 17 maja 2010
Po długim czasie
Nawet nie wiedziałam, że od tak dawna nic nie napisałam. Za bardzo bolało, by pisać. Straciłam dziecko, o którym marzyłam, i nie byłam w stanie przez jakiś czas nic robić. A do pracy trzeba, i z ludźmi rozmawiać trzeba, i z bólem się w końcu uporać trzeba.
poniedziałek, 09 listopada 2009
perspektywa
Przypomniałam sobie, że piszę (w szerokim paśmie czasowym) bloga. Spadło mi na głowę tyle rzeczy ostatnio, których opisanie na blogu nie pomoże w zachowaniu równowagi psychicznej, że nie opisuję ich. Wynalazłam nowy sposób na zobaczenie własnych problemów i bólu w nowej, lepszej perspektywie. Jest to perspektywa geologiczna.
poniedziałek, 20 kwietnia 2009
Samotnie wychowujący
Zwykle nie mam czasu na pisanie na forum, ale teraz poruszyłam się. Artykuł o wysypie rodziców zapisujących dzieci do przedszkola preferencyjnie, gdyż według prawa są samotni (w stanie wolnym). Skoro prawo nie ma w swoim słownictwie konkubinatu, robią to (chyba) legalnie, ile by się to nie kłóciło ze znaczeniem słowa "samotny" i poczuciem przyzwoitości. beznadziejne. Nie rządzą mną emocje, bo mieszkam w rejonie, gdzie nie ma natłoku dzieci i własne zapisałam bez nerwów i bez trudu.
czwartek, 02 kwietnia 2009
Żyć i po prostu
Wyrównałam się. Czytam, że leciałam w dół po spirali ale chyba teraz wyrównałam lot. Cieszę się, że żyję i w ogóle mogę latac po prostej, po spiralach, po czymkolwiek.
środa, 11 marca 2009
Znów
Znowu lecę w dół po spirali. Praca, nie jest moją ukochaną pracą dającą satysfakcję i spełnienie. Dziecko i małżeństwo, dom nie może być jedyną treścią mojego życia. Ile przetrwa satysfakcja z wykonanych porządków i przyjemność z pachnących firanek, tulipanów w wazonie, pustego kosza na pranie? W dodatku w domu wciąż ktoś chory. Sama kwękam od co najmniej pół roku, jakby wciąż na granicy stanu podgorączkowego. Depresja, jakieś stany cykliczne? Czy to się leczy czy wystarczy wyemigrować do Australii, o czym marzę, i podjąć pracę o której marzę?
piątek, 27 lutego 2009
Zaczepienie
Spotkała mnie przed chwilą duża przykrość. przykrości potrafią tak mocno zachwiać moim wewnętrznym poczuciem bezpieczeństwa, że wręcz nie wiem, jak dalj będę mogła żyć, nie wiem, kim jestem i czy moje istnienie ma jakikolwiek sens. I wtedy zaczęłam myśleć o swoim dziecku. Uspokoiłam się, ale tylko trochę, ale jednak. I zrozumiałam, jak mocno jestem o swoje dziecko zaczepiona. Daje mi siłę, by starać się, nie dawać się, walczyć, rozwijać się.
środa, 25 lutego 2009
Eluana
Nie widziałam Eluany, nie wiem, w jakim była stanie (który w końcu spowodował, że jej ojciec ubiegał się o prawo do zaprzestania opieki). Ale wyrażam swój sprzeciw wobec tego, co się stało. Czemu nie zgodzono się na to, by siostry zakonne, które same zgłosiły chęc bezinteresownej opieki nad dziewczyną aż do jej własnej smierci odprawiono? Brak w prasie tej informacji. Czy codzienny ból życia, wyobrażam sobie pielęgnację odleżyn itp na podstawie filmu Almodovara, przeważał nad bólem zadanej przez najbliższych śmierci głodowej? Nie mogę tego zrozumieć. Ja katoliczka
Jestem ochrzczona. Babcia nauczyła mnie modlitw. Przeżyłam w dzieciństwie czas wielkiej pobożności, długich wieczornych modlitw, mszy co tydzień i bardzo dobrze, jak teraz oceniam, prowadzonych lekcji religii - w parafii, jak trzeba. Może keidy indziej pobiję neico piany na temat religii w szkole, czyli sprowadzanie sakrum do oceny na świadectwie. Mam nawet maturę w religii i wspomnienia księdza-wzoru - szlachetny, goraco wierzący, rozumiejący ludzi. Ale go szybko przenieśli gdzieś na wieś czy przedmieścia na drugim końcu Polski, oby tam wiele osób dzięki Ruch oazowy nie przyciągnął mnie. Potem długi czas religijności okazjonalnej, pomieszanej z okresami totalnego zwatpienia, czytania horoskopów z nadzieją, że gwiazdy, pan Bóg czy bransoletka z zodiakalnie rpzypisanym kamieniem za mnie zbudują szczęście i jeszcze dadzą fajnego faceta. Zabobony, a jednak tolerowane w naszym katolickim spłeczeństwie. Potem kryzys wiary. Nie byłam na mszy od lat, poza trzema pogrzebami i jednym ślubem. Wzięłam ślub tylko cywilny z człowiekiem o równie słabej wierze jak moja, a może i jest niewierzący, tylko nie analizuje tego, nie jest to dla niego ważne. Do kościoła nie chodzimy i nie piszemy K+M+B na drzwiach. Dziecko ochrzczone. Nie wiem sama, czy dlatego, że chciałam je miec w społeczności katolickiej (i z myślą o zbawieniu) czy na wszelki wypadek, by było "jak wszędzie". Wigilię i Wielkanoc obchodzimy dość płytko, choć dla dziecka staram się pokazywać znaczenie religijne, nie tylko prezenty i jajko - czy umiem, nie pielęgnując wiary na codzień? Ale przecież nie kłamię - wierzę w Boga, w "bóg jest miłością", tylko nie potrafię uwierzyć jednocześnie w cały Kościół i to, co głosi i jak głosi też często mnie rani i drażni. Moja babcia umarła i jej wspomnienie przede wszystkim kiwa na mnie - wróć na łono Kościoła. Nie wiem.
wtorek, 17 lutego 2009
Strata
Stałam, stałam aż usiadłam. Nie mogę pracować. Uporałam się w środku samej siebie ze stratą, ale teraz przyjaciółka zadzwoniła i powiedziała: chcę z tobą porozmawiać, wiesz, ja poroniłam, a ty mnie najlepiej zrozumiesz. A tak się cieszyłam, że jej się udało i kolejne dziecko urodzi się w mądrej, ciepłej rodzinie. Rozumiem. Rozumiem. Rozumiem.
piątek, 13 lutego 2009
Koniec świata
Dużo o końcu świata (jak tutaj). Kalendarz Majów kończy się, co obliczono według zapisków biskupa de Lendy, 21 grudnia 2012. Czyli nie dość, że nie zdążymy ugotować bigosu, to i zakupione prezenty nie zdążą nikogo ucieszyć. Gdybym była pisarzem, napisałabym o tym, że koniec świata już był. |